Tytuł tego wpisu mówi wszystko za siebie. Nigdy nie byłam tak zawiedziona filmem, na który tak długo czekałam. Trwało to przez ponad 2 lata. Tyle czekania na takie rozczarowanie. Powiem Wam, że to boli, że to strasznie boli. A tak uwielbiam tę trylogię...
Ale od początku. Moją przygodę z Trylogią Czasu zaczęłam 4 lata temu. Od tego czasu co roku idę do biblioteki i na nowo wypożyczam wszystkie 3 książki i czytam je przez niecały tydzień, albo i 3 dni, jak mam czas. Tak, właśnie tyle potrzeba, tym bardziej jak wraca się do tej samej opowieści czwarty, czy piąty raz. Za każdym razem mnie zachwyca, wzrusza i podnieca jak za pierwszym razem, a takich książek w moim życiu jest doprawdy niewiele.
Jasne było więc, że jak dowiedziałam się o ekranizacji mojej kochanej Trylogii, aż skakałam z radości. To było niezwykłe! Szybki przegląd google i mam. Zaczynam nową przygodę, sprawdzam czy moja wyobraźnia choć trochę zgadza się z tym co ujrzę. Obejrzałam. Szybki przegląd za niedługi czas i mam "Błękit Szafiru". Obejrzałam. Szybki przegląd i informacja, że "Zieleń Szmaragdu" jest w trakcie produkcji. No nic, tylko skakać ze szczęścia! Co pewien czas razem z moją koleżanką sprawdzałyśmy, czy jest już dostępny w internecie. W końcu nadszedł ten czas dzisiaj po południu. Znalazłam ten film. Całkiem przypadkiem, nie zamierzenie, ale jaka ja byłam podniecona. Nareszcie zobaczę jak to zakończą.
No i zobaczyłam. Tylko zasadnicze pytanie jest, co ja tak właściwie obejrzałam. Miałam nadzieję, na ciekawie przygotowaną produkcję, która zaskoczy mnie i da obraz tego, czego nie mogłam sobie do końca przedstawić w swojej głowie. Jednak jak już przebrnęłam przez cały film nie wiedziałam co właściwie skończyłam. To nie była adaptacja książki, tylko jej nowe zakończenie kompletnie niezgodne z tym, co było w oryginale. Przepraszam, było "żyli długo i szczęśliwie", niech im będzie, jednak ostatnia część tej trylogii, nie była ostatnią częścią trylogii. Twórcy chyba usiedli sobie przy stole, było im wygodnie, super, fajnie i zaczęli wymyślać. "No dobra, imion nie zmienimy, okej, niech zostaną główni bohaterowie, ale wiecie co? Tak właściwie to ostatnia część mi się nie podobała, więc teraz co my tutaj wymyśliliśmy."
Nie mówię, że mi się kompletnie nie podobało, bo bym skłamała. Nie było to nudne, ani leiste, ale ja, zakochana w książkach nie mogłam tego przełknąć. Tam tak właściwie nic nie było z tej książki. Nic. To mnie tak właściwie zabolało najbardziej. Tylko jakieś tam tematycznie aby było, no bo po co więcej. Jestem zawiedziona...
Nie napiszę, że nie polecam. Jednak jeśli ktoś przeczytał wcześniej całą Trylogię Czasu, to wie o czym mówię i mnie zrozumie. Serce mi pęka, że twórcy nie docenili tego, co napisała Kerstin Gier. To była najlepsza część ze wszystkich. No ale jak widać, chyba tylko dla mnie...
No i zobaczyłam. Tylko zasadnicze pytanie jest, co ja tak właściwie obejrzałam. Miałam nadzieję, na ciekawie przygotowaną produkcję, która zaskoczy mnie i da obraz tego, czego nie mogłam sobie do końca przedstawić w swojej głowie. Jednak jak już przebrnęłam przez cały film nie wiedziałam co właściwie skończyłam. To nie była adaptacja książki, tylko jej nowe zakończenie kompletnie niezgodne z tym, co było w oryginale. Przepraszam, było "żyli długo i szczęśliwie", niech im będzie, jednak ostatnia część tej trylogii, nie była ostatnią częścią trylogii. Twórcy chyba usiedli sobie przy stole, było im wygodnie, super, fajnie i zaczęli wymyślać. "No dobra, imion nie zmienimy, okej, niech zostaną główni bohaterowie, ale wiecie co? Tak właściwie to ostatnia część mi się nie podobała, więc teraz co my tutaj wymyśliliśmy."
Nie mówię, że mi się kompletnie nie podobało, bo bym skłamała. Nie było to nudne, ani leiste, ale ja, zakochana w książkach nie mogłam tego przełknąć. Tam tak właściwie nic nie było z tej książki. Nic. To mnie tak właściwie zabolało najbardziej. Tylko jakieś tam tematycznie aby było, no bo po co więcej. Jestem zawiedziona...
Nie napiszę, że nie polecam. Jednak jeśli ktoś przeczytał wcześniej całą Trylogię Czasu, to wie o czym mówię i mnie zrozumie. Serce mi pęka, że twórcy nie docenili tego, co napisała Kerstin Gier. To była najlepsza część ze wszystkich. No ale jak widać, chyba tylko dla mnie...
